Opublikowany w makijaż

Pudry sypkie Wibo Mood, oraz Lovely Cooking Time.

Witam, dzisiaj chciałabym się z wami podzielić moimi odczuciami względem tych dwóch produktów. Dobrych rzeczy nasłuchałam się o pudrze Wibo Mood i chciałam go kupić podczas Rossmanowskiej promocji, jednak nie było go. Wtedy zauważyłam ostatnią sztukę pudru Lovely Cooking Time i szybko go pochwyciłam :). Jakimś cudem udało mi się upatrzeć puder z Wibo w ich oficjalnym sklepie i go zamówiłam od razu, bo byłam mega ciekawa tego produktu. Takim oto sposobem mam dwa najlepsze pudry jakie miałam, ale do rzeczy 🙂

Są to pudry transparentne do makijażu metodą bakingu, jednak ja używam je normalnie jak każdy puder i nie bawię się w baking. Obydwa mają lekko żółty kolor.

Wibo Mood Transparent Baking Powder

Puder sypki WIBOmood idealny do techniki bakingu. Jego formuła doskonale kamufluje niedoskonałości cery, delikatnie odbija światło przez co perfekcyjnie sprawdzi się przy konturowaniu twarzy. Zostawia na skórze aksamitne wykończenie. Kolorystyka pudru jest uniwersalna, adoptuje się bowiem na każdym kolorze skóry, wtapiając się w nią wygładzając i utrwalając makijaż. Delikatny i subtelny zapach to jeden z wielu atutów pudru. Spróbuj sama!

Puder zamknięty jest w piękne kwadratowe opakowanie. Wieczko jest pastelowe. Puder ma słodki zapach budyniu, bardzo mi się podoba. Utrwala makijaż, faktycznie daje aksamitne wykończenie, twarz wygląda gładko. Nie widać go w żadnym stopniu na twarzy 🙂 . Minimalnie matuje skórę, w ciągu dnia moja się trochę błyszczy, jednak wygląda to dość ładnie, nie tak, jakbym się olejem wysmarowała więc jednak trzyma bardzo długo ten lekki mat. Bardzo dobrze zmielony, mam wrażenie jak go nakładam, że jest przez to bardzo leciutki :). W środku znajduje się 14 g produktu i kosztuje on 29.99 zł.

Lovely Cooking Time Powder.

Transparentny puder do bakingu o lekko żółtawej barwie. Zawiera kolagen, który nawilża skórę i dba o jej dobrą kondycję. Sypka formuła oraz drobno zmikronizowane pigmenty dbają o efekt gładkiej skóry i nie podkreślają zmarszczek mimicznych. 

Puder zamknięty jest w okrągłym opakowaniu. Jeżeli chodzi o zapach to się nie wyróżnia od innych pudrów. W porównaniu do pudru z Wibo ten matuje bardzo dobrze. Również dobrze utrwala makijaż. Jednak jest on trochę widoczny na twarzy, szczególnie na nosie. Nie wygląda tak aksamitnie jak Wibo Mood, aczkolwiek lepiej matuje. W środku jest 6 g (!) produktu, dopiero teraz zwróciłam uwagę że tak mało, jednak jest wydajny. Kosztuje 16.99 zł.

Podsumowanie

W Wibo Mood siateczka przez którą wysypujemy puder jest z materiału, natomiast Lovely Cooking Time ma ją plastikową.

Przez to że nie sprawdzałam gramatury, a opakowanie nie jest małe, myślałam że puder z Lovely jest tańszy, tymczasem jeśli miałby mieć taką samą wagę jak ten z Wibo kosztowałby 39,64 zł. Patrząc na to że ma wyższą cenę i trochę gorzej wygląda na skórze to w podsumowaniu lepiej wypada Wibo Mood . Już teraz wiem dlaczego nie było go w Rossmanach i też sklepach internetowych ;). Pozdrawiam, Kasia.

Reklamy
Opublikowany w Pielęgnacja

Paski oczyszczające nos z węglem aktywny Cettua i biała maska oczyszczająca pory od Pilaten.

Cześć. W dzisiejszym poście chciałabym zrecenzować kosmetyk, który odkryłam w Rossmanie, czyli paski oczyszczające na nos z węglem aktywnym. Jeżeli problem czarnych kropek na nosie nie jest ci obcy,nawet pod podkładem się przebijają i wyglądają nieestetycznie to zachęcam do zapoznania się z tym niepozornym kosmetykiem :). Paski kosztują 14,99 zł i jest ich w pudełeczku 6 sztuk.

Węgiel aktywny oczyszcza skórę i jej pory! Zaskórniki nie są już problemem! Oczyść pory skóry z zaskórników, brudu i sebum. Oczar wirginijski i aloes zwężają powiększone pory skóry i redukują zaczerwienienia. Formuła bez parabentów, PEG-ów i dodatków zapachowych.

Już kiedyś miałam podobne plastry na nos, ale niestety nie działały. Nawet kiedyś sama robiłam taki glutek z żelatyny, cytryny i podajże mleka,ale skończyło się poparzeniem i podrażnieniem skóry 😦 . Podeszłam więc sceptycznie do tych plastrów, dopóki nie odkleiłam jednego z nich od nosa. Plastry za każdym razem wyciągają kilkanaście wągrów ( właśnie zużyłam już dwunasty plaster więc wiem;D ), nie podrażniają skóry. Plastry po wyjęciu z pudełka są jeszcze w następnym opakowaniu 🙂 Jedna strona jest czarna, a druga biała. Czarna oczywiście jest z węglem aktywnym i to ją przyklejamy do nosa.

  • Musimy najpierw omyć twarz.
  • Plastry same z siebie nie kleją się do twarzy, musimy dość mocno zwilżyć strefę na której przyklejamy plaster.
  • Dociskamy i wygładzamy plaster już na nosie i dajemy mu około 20 minut na wyschnięcie a wysycha na kamień ;D.
  • Powoli odklejamy plaster od brzegu.

Ja stosuję plastry dwa razy w tygodniu, skóra na twarzy jest gładka. Poniżej dodaje zdjęcie już zdjętego plastra na dowód tego jak super radzi sobie z wągrami :).

Maska oczyszczająca pory Pilaten.

Maseczka, którą kupiłam z myślą o moim nieszczęsnym nosie. Kosztowała 1,25 zł na aukcji internetowej. Oto co obiecuje producent :


Biała maska Pilaten z dodatkiem białej glinki, oczyszcza skórę i pozostawia ją niezwykle gładką.
Ekstrakt z białej glinki usuwa zanieczyszczenia oraz powoduje lepsze oczyszczanie miejsc gdzie znajdują się pory.
Ekstrakt z kaktusa, minimalizuje szorstkość skóry, dzięki czemu jest ona wygładzona i delikatna.
Maseczka wzbogacona o żel z aloesu, który wspomaga oczyszczanie i nawilżanie skóry.


Wybaczcie, ale mam ostre zapalenie spojówek i w związku z tym wycinam oczy jak tylko się da 🙂 .

Mam małą wersję w saszetce która ma 10 g. Sama maska ma konsystencję gluta, ciągnie się i śmierdzi alkoholem 😦 . Nie będę się nad nią rozwodzić bo ta maseczka nie robi kompletnie nic. Wągrów nawet nie ruszyła . Ściąganie jej jest trochę bolesne i niewarte efektu którego właściwie nie ma. U mnie się nie sprawdziła i ciesze się, że
jej cena w związku z tym jest tak niska 🙂 . Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w Podkład

Podkład JANDA Sceniczny make-up .

Cześć! Dzisiaj chciałabym wam zaprezentować podkład polskiej marki który kupiłam w pierwszy dzień promocji -55% w Rossmanie. Testuję go już trochę czasu także spokojnie mogę się o nim wypowiedzieć. Mimo że mam cerę przetłuszczającą się zdecydowałam się na wersję kryjącą zamiast matującej. Od razu zdecydowałam się na najjaśniejszy kolor, jasny beż. Podkład w normalnej cenie kosztuje 34,99 zł, jest w szklanym opakowaniu z pompką i mieści się w nim 30 ml produktu.



Sceniczny Make-up, dobrze kryjący.
Oparty na japońskiej, ekskluzywnej bazie z dodatkiem naturalnego korektora optycznego, aby zapewnić długotrwały efekt gładkiej, nieskazitelnej cery oraz naturalny, wyrównany koloryt. Idealny na co dzień i na wielkie wyjście! Doskonały do selfie, sesji, przed kamerą

Podkład na skórze wygląda fenomenalnie, mogę się zgodzić ze wszystkim co obiecuje producent , a to naprawdę rzadkość. Zostawia na twarzy lekką satynę, wystarczy trochę pudru i przez prawie cały dzień nie błyszczy się . Wiadomo że nie wytrzymuje całego dnia, ale 8-9 godzin spokojnie pozostaje na twarzy. Co jest dla mnie bardzo ważne, podkład nie zapycha skóry. Jeżeli chodzi o jego krycie dla mnie jest idealne bo bardzo ładnie radzi sobie z zaczerwieniami, widocznymi naczynkami, natomiast nieproszonych niespodzianek typu pryszcze czy jakiekolwiek krosty niestety nie zakryje, więc do dobrze kryjących podkładów mimo tego że tak go określił producent na opakowaniu raczej się nie zalicza.

Od lewej : Krem BB Garnier skóra jasna, podkład Wet’n’Wild Photofocus Soft Ivory, Estee Lauder Double Wear 1W1 Bone, Janda Sceniczny make-up dobrze kryjący nr 01 jasny beż.

Kolor ma żółte tony, jest jasny, jednak delikatnie ciemnieje po czasie także trzeba wziąć to pod uwagę wybierając kolor. Dla mnie jest to świetny podkład praktycznie na co dzień , skóra jest idealnie ujednolicona. Nie ma mowy o masce, skóra wygląda bardzo naturalnie.

Jedyne doświetlone zdjęcie z dziś ( słońca za oknem brak 😦 ).

Bardzo podoba mi się efekt jaki daje na skórze podkład, wygląda ona na porcelanową jak u lalki ;D . Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w Pielęgnacja

Żelowa pielęgnacja ust i oczu od Pilaten.

Witajcie, dzisiaj chciałabym wam przedstawić płatki kolagenowe pod oczy oraz maskę kolagenową na usta marki Pilaten, która jest marką koreańską. Płatki pod oczy, oraz maska na usta kosztowały 1.25 zł, więc aż żal było je nie kupić i nie przetestować.

Kolagenowe płatki pod oczy

Nie mam problemów ze skórą pod oczami, może z wyjątkiem cieni i drobnymi zmarszczkami mimicznymi, ale kiedy pierwszy raz zobaczyłam w drogerii płatki kolagenowe od razu chciałam je wypróbować. Moje dwie pierwsze sztuki były innej firmy i po odczekaniu sugerowanego czasu i zdjęciu ich nie widziałam ani nie czułam żadnej różnicy. Myślałam że tak samo będzie z tymi płatkami. Jednak myliłam się i pozytywnie zaskoczyłam 🙂 . Na oczyszczoną skórę pod oczami położyłam płatki, fajnie przylegają do skóry więc nie musimy leżeć tych 30 zalecanych minut.

Po pierwszym użyciu zauważalne i odczuwalne jest napięcie skóry pod oczami oraz jej delikatne rozjaśnienie . Płatki mają też nawilżać i odżywiać skórę więc możliwe że przy regularnym stosowaniu jest to widoczne. Bardzo fajny kosmetyk i przyjemny kosmetyk 🙂 .

Maska do ust.

Bardzo fajny pomysł na maskę do ust, wygląda to trochę dziwnie i zabawnie. Maseczka jest bardzo duża więc też obejmuje dość dużą powierzchnię skóry wokół ust. Na oczyszczoną skórę wokół ust i czyste usta nakładamy nasze wielkie kolagenowe usta i czekamy 10 – 15 minut. Trzeba jednak mieć je zamknięte, więc nie można rozmawiać przez ten czas :(.

Po masce moje usta są gładkie, ale tylko odrobinkę bardziej niż zawsze. O regeneracji, która miała się tu zadziać wg producenta nie ma mowy. Fajny gadżet do przetestowania, ale ja już więcej po niego nie sięgnę. Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w Pielęgnacja

Domowe spa dla twarzy.

Cześć! Dzisiaj do mojego spa, tylko dla twarzy wykorzystam peeling enzymatyczny i maskę aloesową. Mam cerę naczynkową, więc w moim przypadku jak peeling to tylko enzymatyczny. Warto regularnie złuszczać naskórek peelingiem, skóra jest rozjaśniona i rzadziej pojawiają się niespodzianki w postaci zaskórników. Peeling enzymatyczny delikatnie złuszcza naskórek, nie podrażnia skóry bo nie ma granulek tak jak mechaniczny. Peelingi, które widujemy w drogeriach mają długie i nieciekawe składy, substancje aktywne gdzieś przy końcu, więc jak to ma działać dobrze to nie wiem… Ja wybrałam peeling który zawiera dwa enzymy roślinne które rozpuszczają martwy naskórek, czyli papainę z papai i bromelaninę z ananasa.

Skład jest bardzo krótki, naturalny i następujący :
Spray dried seawater (Sproszkowane algi), Thalisource (substancja nawilżająca), Papaya and bromelain (wyciąg z papai i ananasa), Rice starch (mączka ryżowa – rozjaśnia, wygładza i nawilża).


Peeling z enzymami owocowymi działa oczyszczająco na powierzchnię skóry, usuwa martwe komórki naskórka oraz stymuluje procesy odnowy skóry.
Połączenie enzymów papainy (zawartej w owocach papai) i bromelainy (pozyskiwanej z owoców ananasa) pozwoliło uzyskać produkt o dużej skuteczności działania, będącej efektem komplementarnego działania proteolitycznego obu enzymów, natomiast zawarte w peelingu oligosacharydy zapewniają utrzymanie właściwego nawilżenia skóry.
Aromatyczny peeling enzymatyczny połączony z mączką ryżową delikatnie oczyszcza, rozświetla skórę, stymulując zmysły zapachem tropikalnych owoców dojrzewających w promieniach gorącego słońca.
Polecamy w zabiegach spa, rytuałach wellness.
Peeling działa łagodnie i tonizująco – również dla bardzo wrażliwej skóry.

Ja kupiłam peeling o najmniejszej gramaturze, 30 g. Dałam za niego 16,90. W środku mamy proszek który trzeba wymieszać z wodą i powstałą papkę nałożyć na twarz. Na stronie sklepu jest napisane, że na jeden raz potrzebne jest nam 10 g proszku, a więc peeling miałby starczyć na 3 razy. Spokojnie, wystarczy dać dużo mniej. Ja do miseczki daję około łyżeczki proszku i wtedy starczy nam na kilkanaście razy 🙂

  • Tak jak wspomniałam do mojej miseczki wsypuję około łyżeczki proszku ( nie mam profesjonalnych miseczek, pędzli do masek. Uważam że nie jest to ważne i można się posiłkować tym co się ma w domu.)
  • Powoli wlewam wodę z kranu lub hydrolat który kupiłam w Naturze lecz okazał się bublem bo zawiera za dużo gliceryny i wszystko jest tłuste , natomiast do glinek jest fajne bo dzięki temu że jest tłusty nie wysychają.
  • Mieszam wszystko palcem bo tak mi najwygodniej 🙂
  • Gdy konsystencja papki już jest gotowa nakładam na twarz, można palcami, albo jakimś pędzelkiem.
  • Trzymam na twarzy około 20 minut. Peeling mocno zasycha więc w trakcie tych 20 minut wskazane jest, aby spryskać twarz wodą, tonikiem co tam macie w sprayu do twarzy.
  • Zmywam, ja robię to pod prysznicem bo łatwiej jest mi ją zmyć.

Skóra jest bardzo gładka i gotowa na dalszą pielęgnację więc teraz kolej na maskę.

Wybrałam maskę algową ze względu na jej skład i też to że nie trzeba jej znowu zmywać wodą.


Maska algowa peel-off z acerolą , owsem i jagodą to profesjonalna maska algowa, która po zmieszaniu z wodą daje gęstą masę gotową do użycia. Dzięki zawartości aceroli, bogatej w witaminę C, swoim działaniem hamuje i redukuje efekty starzenia się skóry. dzięki zawartości ekstraktu z czarnej jagody maska posiada silne właściwości antyoksydacyjne, tonizujące oraz ściągające. Owies uspokaja i zmiękcza wrażliwą skórę.

Maskę tę kupiłam pierwszy raz, poprzednio miałam węglową z tego samego sklepu i ją polecam, fajnie wygładzała skórę. Tu również skusiłam się tylko na 30 g produktu za które zapłaciłam 10,50 zł.

Maskę przygotowujemy tak samo jak peeling, tylko dodajemy około dwa razy więcej proszku. Ważne jest to żeby szybko i starannie ją wymieszać bo w algowych maskach lubią robić się grudki, szczególnie w maskach z tego sklepu. Pod maskę na skórę można jakieś serum dowolne użyć, ja nie mam żadnego serum i nie używam. Jeśli chodzi o tą konkretną maskę to jej nie polecam, bo nieważne jak energicznie ją wymieszacie i tak są w niej grudy ;/.

Gruda na grudzie…

Po około 20 minutach kiedy już maska nam zastygnie na twarzy zdejmujemy ją. Łapiemy za krawędź i odrywamy.

Warto pamiętać o systematyczności zwłaszcza jeśli chodzi o peeling żeby mieć na dłużej piękną cerę. Ja peeling i maskę (niekoniecznie tą z racji że mi nie przypadła do gustu) kładę na twarz gdzieś co 3 – 4 dni. Uwielbiam takie domowe spa, nawet jeśli składa się z dwóch zabiegów. Polecam je każdemu kto lubi mieć zadbaną cerę 🙂 . Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w Korektor

Najlepszy korektor pod oczy czyli Eraser Eye Anti Age od Maybelline.

Cześć wszystkim! Chciałabym dziś wam przedstawić korektor którego kupiłam już drugie opakowanie bo jak dla mnie jest niezastąpiony.

Jak większość ludzi mam cienie pod oczami, nieważne jak bardzo się wyśpię one zawsze są widoczne. Używałam już wielu korektorów pod oczy, jednak zawsze były one krótkotrwałe. Raz pokusiłam się na zachwalany korektor z L’oreala i też kicha. Rok temu natrafiłam na ten korektor, ma ciekawy wygląd, nietypowy aplikator. Zraziła mnie jego cena w sklepach bo kosztuje on około 48 zł. Jak zawsze sklepy internetowe oferują o wiele niższą cenę bo 16 zł za ten sam produkt… Jest to na pewno ogromna różnica, więc jeśli jakaś marka jest droga w drogerii to radzę sprawdzić jej ceny w internecie bo mogą okazać się zaskakująco niskie.

Odcieni korektora na stronie gdzie ja kupywałam jest 6, natomiast w sklepach jest znacznie mniej. Wybrałam kolor Light, jak sama nazwa wskazuje jest to kolor jasny, lekko żółty. Dla typowych bladziochów może być on jednak za ciemny.

Odcień Light.
Dzięki korektorowi można wyglądać na prawie wyspaną 😉

Aplikacja jest przyjemna, wystarczy trochę przekręcić aplikator żeby wypompować ze środka trochę korektora i wystarczy pomiziać delikatnie puszkiem okolice oczu i rozklepać opuszkami palców. Konsystencja jest lekka, natomiast daje mocne krycie. Jest to pierwszy korektor który potrafi zakryć moje cienie pod oczami a do tego jest bardzo trwały. Korektor delikatnie podkreśla zmarszczki pod oczami, ale w porównaniu do innych jest to ledwie zauważalne, nie wysusza i nie podrażnia delikatnej skóry pod oczami, trzyma się się od rana do wieczora. Do tej pory nie znalazłam tak dobrego korektora w drogerii, jest cudowny. Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w Brwi

Modelowanie brwi na mydło.

Cześć, dzisiaj chciałabym wam przedstawić dziwną , ale skuteczną metodę modelowania brwi na mydło. Jest to stara metoda, ale zawsze miałam jakieś opory przed jej stosowaniem, bo myślałam, że mydło nie może ujarzmić brwi 😉 . Jednak ostatnio postanowiłam, że spróbuję i to była bardzo dobra decyzja. Do tej pory jedynie lakierem do włosów udawało mi się ujarzmić włoski tak, żeby trzymały się bardzo długo w miejscu, jednakże to wyglądało sztucznie i za bardzo usztywniał włosy. Moje brwi potraktowane mydłem cały dzień utrzymują się na miejscu, są idealne i wyglądają bardzo naturalnie.

Potrzebne będzie mydło, najlepsze jest glicerynowe. Ja znalazłam słonecznikowe z Białego Jelenia bo jest transparentne i przy takim mydle nie widać takiego jakby osadu czy też grudek jakie pozostawia zwykłe mydło. Druga rzecz to woda, trochę wody może był w kieliszku. Ostatnią rzeczą będzie szczoteczka do brwi, ja mam taką z kredką.

Najpierw musimy naszą szczoteczkę zmoczyć w wodzie i lekko odcisnąć jej nadmiar. Potem przejeżdżamy szczoteczką po mydle, aż będziemy mieli na niej mydlana papkę 😉 . Następnie zaczesujemy swoje brwi jak chcemy, ja robię to w górę ;).

Jeżeli chcemy wypełnić brwi to możemy zrobić to przed lub po modelowaniu. Ja używam kredki, ale pomada też bardzo dobrze się sprawdzi. Brwi wyglądają naturalnie, są pełniejsze i utrzymują się tak w miejscu cały dzień. Zachęcam was do przetestowania tej metody. Pozdrawiam , Kasia.