Opublikowany w Brwi, makijaż

Pierwszy raz z marką Revers.

Cześć, ostatnio chciałam zamówić sobie kredkę do brwi, jako że używam szarego koloru nie jest tak łatwo ją znaleźć . Natrafiłam na kredkę marki Revers, nigdy wcześniej nie miałam z tą firmą do czynienia. Kredka kosztowała mnie 3,89 zł, kompletnie nie opłacało się jej zamawiać bo przesyłka wychodziła drożej od niej, więc postanowiłam coś jeszcze sobie wybrać z tej firmy do przetestowania.

Moją uwagę przykuł wosk w kredce który również kosztował 3,89 zł i róż do policzków którego koszt wynosi 4,59 zł.

Kredka i wosk Eye Brow Stylist, Revers.

Kredka jest w kolorze ciemno szarym, wosk jest transparentny.

Z kredki jestem niezadowolona, jest za miękka żeby coś precyzyjnie podkreślić, a do tego nie trzyma się na miejscu, spływa, zmazuje się. Jeśli chodzi o wosk to również więcej go nie kupię. Można nim jako tako na chwilę ułożyć włoski, jednak podobny efekt da wam nasmarowanie brwi czymś tłustym …. Pod wpływem ciepła wosk i kredka dosłownie rozpływają się na brwiach.

Mój róż Mineral Pure blush jest w kolorze 13 ,jest to jasny koralowy odcień.

Dłonie podrapane bo mam małego kota ;).

Tłoczenia malutkich róż są prześliczne. Samo opakowanie jest porządnie wykonane. Ku mojemu ździwieniu róż okazał się być naprawdę dobry. Nie jest za słabo ani za mocno napigmentowany. Raczej nie da się nim zrobić plam, co jest ogromną zaletą. Jest lekki i aksamitny. Na mojej już przypudrowanej twarzy trzymał się cały dzień. Świetny kosmetyk za niską cenę , szczerze polecam.

Kredka i wosk do brwi to niewypał, natomiast róż jest świetny. Myślę że za jakiś czas znowu coś upatrzę z tej marki na przetestowanie, cena tych kosmetyków do tego zachęca. Jeśli coś znów okaże się niewypałem to nie będzie aż tak dużego bólu :). Pozdrawiam, Kasia.

Reklamy
Opublikowany w makijaż, Recenzja

Porównanie tuszy do rzęs, czyli Maybelline Lash Sensational Intense Black vs L’oreal Telescopic .

Cześć! Dziś chciałabym wam przedstawić recenzję porównawczą dwóch tuszy do rzęs. Ostatnio ciężko dobrać mi tusz do rzęs żeby był chociaż ok. Każdy, ale to każdy rozmazuje mi się pod oczami, jeden mniej a drugi bardziej. Nie chcę używać tuszy wodoodpornych bo wolę uniknąć tego że pod koniec dnia nie zmyje do końca maskary z rzęs, dokładny demakijaż jest bardzo ważny.

Maybelline Lash Sensational, który jest od jakiegoś czasu hitem używam już od kilku lat. Wersja klasyczna i Intense Black to praktycznie to samo. Po kilku tuszach doszłam do wniosku że czas na zmiany i zaopatrzyłam się w wersję Lusciuos, też Lash Sensational, tyle że z olejkami. Myślałam że będzie jeszcze lepsze od podstawowej wersji, tymczasem przeszłam ogromne rozczarowanie. Rzęsy co prawda wyglądały świetnie, natomiast już po godzinie od ich umalowania wyglądałam jak panda… Za każdym razem. Znowu wróciłam do podstawowej wersji. Oto co obiecuje nam producent :

Tusz do rzęs Maybelline Lash Sensational Intense Black to nowa, ulepszona forma znanej już maskary Lash Sensational, która zachwyci Cię jeszcze większą perfekcją w zwiększaniu objętości rzęs i głębokim, nasyconym kolorem. Jeżeli szukasz pogrubiającego tuszu do rzęs, który zapewni Ci prawdziwy efekt sztucznych rzęs, maskara Maybelline Lash Sensational Intense Black jest tym, czego szukasz! Tusz, dzięki elastomerowej szczoteczce w kształcie wygiętego wachlarza i wypustkom o różnej długości, jest w stanie dotrzeć do każdego włoska z osobna, widocznie zwiększając objętość rzęs.
Szczoteczka umożliwia widoczne rozłożenie rzęs od wewnętrznego do zewnętrznego kącika i od nasady aż po same końce rzęs.
Maskara dociera do najkrótszych i niemal niewidocznych rzęs, a także precyzyjnie rozdziela dłuższe rzęsy bez sklejania i efektu nieestetycznych grudek.

Szczoteczka oczywiście jak w każdym tuszu który używam jest silikonowa, nie należy do małych, ale faktycznie dociera do wszystkich rzęs. Tusz pogrubia i lekko wydłuża rzęsy, ale może też zrobić efekt pajęczych nóżek na rzęsach. U mnie pod koniec dnia bardzo lubił się rozmazywać, ale i tak w mniejszym stopniu niż jego wspomniana wersja Luscious z olejkami. U mnie za każdym razem szybko wysychał, już po miesiącu musiałam go reanimować. Chociaż ma swoje wady i zalety, jest dla mnie już klasykiem do którego i tak będę wracać. W opakowaniu mamy 9,5 ml tuszu , w internecie można go kupić za kwotę mniejszą niż 20 zł z przesyłką.

Porównanie szczoteczek ,od lewej : Maybelline Lash Sensational Intense Black , L’oreal Telescopic.

Ostatnio naszło mnie na zmianę tuszu do rzęs (ile można używać tego samego ;D) . Chciałam coś z L’oreala, długo szukałam i wymyśliłam że zamówię maskarę Telescopic. Kiedyś kupiłam w Rossmanie jej srebrną wersję z włóknami. Byłam mega zawiedziona bo wydałam całe kieszonkowe to jeszcze tusz był taki sam a nawet gorszy jak najtańsze tusze w drogerii. Postanowiłam dać drugi raz szanse marce, ale tym razem innej wersji. Wybrałam złotą, to chyba klasyczna wersja tuszu.

Telescopic wydłuża rzęsy aż do 60%. Nowa, elastyczna szczoteczka High-Precision Brush zapewnia rzęsom natychmiastowe wydłużenie i precyzyjne rozdzielenie.
Mikroskopową precyzję rozdzielenia i moc wydłużenia rzęs maskara zawdzięcza nowej elastycznej szczoteczce Flexi Brush, która idealnie rozczesuje rzęsa po rzęsie i precyzyjnie rozprowadza tusz.
Tusz mikroskopowo rozczesujący i teleskopowo wydłużający rzęsy, ze specyficznie, cienką silikonową szczoteczką, który idealnie pokrywa rzęsy głęboką czernią, rozdzielając je, wydłużając i podkręcając. Daje efekt sztucznych rzęs.

W tuszu znajdujemy podłużną dość cienką szczoteczkę silikonową. Wydaje mi się że jego odcień jest ciemniejszy od Lash Sensational. Bardzo fajnie zmywa się płynem micelarnym, Maybelline tak łatwo się nie zmywa. Wydłuża rzęsy bardziej, ale mniej pogrubia od Lash Sensational. Umalowane już rzęsy są w dotyku lekkie i nie są sztywne. Pod koniec dnia też czasem się rozmazuje, więc także nie mamy łatwej relacji 😉 . W buteleczce mamy 8 ml., koszt to 40 zł z przesyłką.

Po lewej oko pomalowane tuszem od L’oreala, po prawej od Maybelline. (wiem że brwi krzywo umalowane :/ ).

Podsumowując tusze są dość porównywalne, żaden z nich nie jest bez wad. Jednak większa pojemność i mniejsza cena daje przewagę Maybelline Lash Sensational. Kiedy już skończę Telescopic chyba do niego powrócę. Pozdrawiam, Kasia.

Opublikowany w makijaż

Pudry sypkie Wibo Mood, oraz Lovely Cooking Time.

Witam, dzisiaj chciałabym się z wami podzielić moimi odczuciami względem tych dwóch produktów. Dobrych rzeczy nasłuchałam się o pudrze Wibo Mood i chciałam go kupić podczas Rossmanowskiej promocji, jednak nie było go. Wtedy zauważyłam ostatnią sztukę pudru Lovely Cooking Time i szybko go pochwyciłam :). Jakimś cudem udało mi się upatrzeć puder z Wibo w ich oficjalnym sklepie i go zamówiłam od razu, bo byłam mega ciekawa tego produktu. Takim oto sposobem mam dwa najlepsze pudry jakie miałam, ale do rzeczy 🙂

Są to pudry transparentne do makijażu metodą bakingu, jednak ja używam je normalnie jak każdy puder i nie bawię się w baking. Obydwa mają lekko żółty kolor.

Wibo Mood Transparent Baking Powder

Puder sypki WIBOmood idealny do techniki bakingu. Jego formuła doskonale kamufluje niedoskonałości cery, delikatnie odbija światło przez co perfekcyjnie sprawdzi się przy konturowaniu twarzy. Zostawia na skórze aksamitne wykończenie. Kolorystyka pudru jest uniwersalna, adoptuje się bowiem na każdym kolorze skóry, wtapiając się w nią wygładzając i utrwalając makijaż. Delikatny i subtelny zapach to jeden z wielu atutów pudru. Spróbuj sama!

Puder zamknięty jest w piękne kwadratowe opakowanie. Wieczko jest pastelowe. Puder ma słodki zapach budyniu, bardzo mi się podoba. Utrwala makijaż, faktycznie daje aksamitne wykończenie, twarz wygląda gładko. Nie widać go w żadnym stopniu na twarzy 🙂 . Minimalnie matuje skórę, w ciągu dnia moja się trochę błyszczy, jednak wygląda to dość ładnie, nie tak, jakbym się olejem wysmarowała więc jednak trzyma bardzo długo ten lekki mat. Bardzo dobrze zmielony, mam wrażenie jak go nakładam, że jest przez to bardzo leciutki :). W środku znajduje się 14 g produktu i kosztuje on 29.99 zł.

Lovely Cooking Time Powder.

Transparentny puder do bakingu o lekko żółtawej barwie. Zawiera kolagen, który nawilża skórę i dba o jej dobrą kondycję. Sypka formuła oraz drobno zmikronizowane pigmenty dbają o efekt gładkiej skóry i nie podkreślają zmarszczek mimicznych. 

Puder zamknięty jest w okrągłym opakowaniu. Jeżeli chodzi o zapach to się nie wyróżnia od innych pudrów. W porównaniu do pudru z Wibo ten matuje bardzo dobrze. Również dobrze utrwala makijaż. Jednak jest on trochę widoczny na twarzy, szczególnie na nosie. Nie wygląda tak aksamitnie jak Wibo Mood, aczkolwiek lepiej matuje. W środku jest 6 g (!) produktu, dopiero teraz zwróciłam uwagę że tak mało, jednak jest wydajny. Kosztuje 16.99 zł.

Podsumowanie

W Wibo Mood siateczka przez którą wysypujemy puder jest z materiału, natomiast Lovely Cooking Time ma ją plastikową.

Przez to że nie sprawdzałam gramatury, a opakowanie nie jest małe, myślałam że puder z Lovely jest tańszy, tymczasem jeśli miałby mieć taką samą wagę jak ten z Wibo kosztowałby 39,64 zł. Patrząc na to że ma wyższą cenę i trochę gorzej wygląda na skórze to w podsumowaniu lepiej wypada Wibo Mood . Już teraz wiem dlaczego nie było go w Rossmanach i też sklepach internetowych ;). Pozdrawiam, Kasia.